RSS

Nowy Rok!

05 Sty

Po ponad dwóch tygodniach różnych zawirowań bardzo potrzebowałem ogólnego resetu. Resetu w górach. Czasu tylko dla siebie, żeby poskładać sobie wszystko znów do kupy. Okazja (jak to zwykle one), nadarzyła się w najmniej oczekiwanym momencie, wraz z końcem 2012 roku…

Koniec końców pewnego wieczoru ląduję w Nowym Targu, gdzie na obrzeżach rozbijam się i w śpiworze czekam kolejnego dnia. Zanim zasypiam mróz daje się nieźle we znaki. Wita mnie słoneczny acz mroźny poranek. Aż nie chce się wychodzić ze śpiwora. Krótka gimnastyka i trzeba zbierać mandżaj. Wyprawa autem do Łopusznej, skąd niebieskim szlakiem podchodzę pod Turbacz…

Dzień jest krótki, szybko zapada zmrok. Wiem jednak, że mnie nigdzie się dzisiaj nie spieszy. Nie mam umówionego kolejnego spotkania, nie muszę gnać na łeb na szyję na drugi koniec Warszawy. Człapię sobie powolutku nie napotykając na szlaku nikogo. Bezchmurne niebo, świetna widoczność, no i przede wszystkim przepiękne widoki Tatr sprawiają, że aż chce się zatrzymać na dłuższą chwilę i zatopić w myślach, marzeniach… No a właściwie, dlaczego tego nie zrobić?

Marzenie - drewniany domek w górach...

Tatry

Nie wiem ile czasu potrzebowałem, aby dotrzeć do schroniska na Turbaczu. Szedłem chyba cały dzień. Przynajmniej takie miałem odczucie. Sześć godzin to chyba niewyjęte było. Kiedy wreszcie dotarłem na miejsce, rozstawiłem termos z herbatą i wyjąłem starą, pogniecioną kanapkę z żółtym serem, cała reszta okazała się w tej chwili nieważna. Okazało się, że Tatry, o których tyle myślałem w czasie tego podejścia, są jeszcze piękniejsze. Olbrzymie, górują nad skąpaną w rzadkich, niskich chmurach okolicą.

Tatry - widok z Turbacza

Trzeba na rozgrzewkę, i dla przyzwoitości będąc w górach, machnąć dobrego grzańca. Kilka słów zamienionych ze spotkanymi w schronisku i… cóż. Szczyt Turbacza czeka. Chciał nie chciał, trafiam na szczyt na chwilę przed zachodem słońca. Wieje mroźny wiatr, z którym nawet windstoper średnio sobie radzi, ale widok jest jednak wart swojej ceny. Poprzez zalesiony szczyt przebijają się ostatnie żółte promienie słońca, które za chwilę przybiorą barwę pomarańczową, aż wreszcie schowają się za górskim masywem…

Szczyt Turbacza

Zachód słońca na Turbaczu

Zachód słońca na Turbaczu

I tak stoję sobie sam między krzyżem a kamieniem na turbaczowym szczycie. Żywego ducha dookoła, wszyscy zostali w schronisku. Dopiero teraz dociera do mnie jak jest zimno. Szybko zarzucam mandżur na plecy i obieram kierunek na schronisko, gdzie, ku mojemu zaskoczeniu, zabawa trwa w najlepsze. Leją się alkohole wszelakie, gromkie sto lat śpiewane przez jakąś grupę miesza się ze słowami modnej ostatnio piosenki zespołu Weekend śpiewanej przez drugą grupę. Kiedy pytam o nocleg, dziewczę ze schroniska odpowiada z rozbrajającym uśmiechem, że nie ma miejsc, bo ludziki zaczynają się zjeżdżać już na sylwestra. Jakby na potwierdzenie tych słów wchodzi ubrany w czarną jesionkę i pantofle jegomość, który po dechach jadalni ciągnie za sobą… torbę na kółkach. Cóż, mina wszystkich była po prostu bezcenna. Koniec końców po małej bajerze z dziewczynami (małej, w porównaniu do Lizbony), moszczę sobie miejsce na dechach w sali kominkowej. Po średnio przespanej nocy, trzeba będzie troszkę zregenerować siły. Jeszcze jeden rzut oka na Tatry…

Tatry po zachodzie słońca

…kolacja, i pora spać.

Wstaję… po wschodzie słońca. Starzeję się chyba 😉 Dobra kawa i jajecznica działają pobudzająco. Za oknem wstaje nowy, nieco bardziej pochmurny porównując ze wczorajszym, dzień. Jeszcze trochę wrzątku w termos, wszak herbata to podstawa. Jeszcze dobry kisiel na deser po śniadaniu… i można się zbierać.

Poranek na Turbaczu

Zostawiam towarzystwo, które po wczorajszych baletach jeszcze nie do końca doszło do siebie i powolutku turlam się na dół. Mijam pomnik konfederacji gorczańskiej i mniej więcej na jego wysokości raz jeszcze spoglądam na Tatry. Dziś, przykryte warstwą chmur, wyglądają bardziej niedostępnie. Jednak dalej kuszą. Cóż one takiego w sobie mają?

żołnierzom konfederacji gorczańskiej

Ostatni rzut oka na Tatry

Schodzę do Łopusznej szlakiem rowerowym. Jest bardzo ślisko. Na tyle, że momentami trzeba iść odbijając się od drzewa do drzewa a leśny dukt pozostawiając nieco z boku. Auto, Nowy Targ, Poronin, Zakopane. Małe zakupy w Biedronce z końcem roku, ‚suchy’ obiad i… pewien telefon, który wprowadził niemały chaos i panikę w moje plany. Na szczęście, jak się miało okazać, chaos też czasami jest w życiu potrzebny.

W Zakopanem po staremu. Auto zostaje pod Nosalem, ja przez Kuźnice niebieskim szlakiem człapie na Kalatówki.Temperatura w ciągu dnia była dodatnia, toteż teraz szlaki ściął lód. Podejście, pomimo, że powolne, raczej nie przysparza zbyt wielu wrażeń. No, może poza nocnym życiem i wszechogarniającą ciszą. Dokładnie tego człowiekowi brakowało…

Nowy Rok!

Nowy Rok na szlaku

Nowy Rok! - widok na Kalatówki

Później Hala Kondratowa i około 21 ze schroniska ruszam na szczyt. Trafia się świetna pogoda, to trzeba przyznać. Jeszcze na taką zimową porą w górach nie trafiłem. Bezchmurne niebo z tysiącem gwiazd. Żadnych opadów śniegu, marznącego deszczu, nic. Do tego dopełnienie wszystkiego – bezwietrzny wieczór/noc. Aż chce się iść…

W drodze na przełęcz

Rozkład jezdy - już niedaleko

Na przełęcz docieram około 22.30. Lekki wiaterek, jak nigdy. Jest czas, aby usiąść i spić dobrą herbatę. Daleko daleko, na sąsiednim szczycie migocze światełko jakiegoś taternika. Niczym niezmącona cisza. Kanapka z żółtym serem – kucze, ostatnia. Trzeba będzie chyba na głodniaka wracać, ale to w tej chwili przecież nieważne 🙂 Plecak już jest na plecach i razem ze spotkanym po drodze małżeństwem podchodzimy pod sam szczyt. Spokojne tempo, liczne przerwy, wszystko wykalkulowane tak, aby jak najmniej czasu spędzić na samym szczycie. Jeszcze dłuższa przerwa na łańcuchach… i na Rycerzu meldujemy się dokładnie o 23.45.

Szczyt :-)

Niczym niezmącony widok na miasto

Widok jak na zimę i środek nocy jest przedni. Na szczycie spotykam Beatę i Bartka. Ponieważ świat jest bardzo mały, okazuje się, że z Beatą mieliśmy przyjemność poznać się w zeszłym roku, również na Rycerzu, również o północy i również w czasie odpalania rac 😉 Cóż, można rzec, że pierwsza niespodzianka (zaskoczenie) w nowym roku, przyszło znacznie szybciej niż się spodziewałem.

Jak witać Nowy Rok...

...to z jajem! ;-)

Uśmiech nie schodzi człowiekowi z twarzy, możecie wierzyć!

Życzenia są krótkie. Zdrowia, zacięcia, szczęśliwych powrotów i dużo zdrowego rozsądku w górach. Jeszcze krótka chwila na kilka telefonów, jeszcze kilka smsów leci w eter…

Chwila do zapamiętania

Chwila do zapamiętania na lata… Kolejny roczek za nami, kolejny przed nami. 2012 dokładnie tutaj się dla mnie rozpoczął i dokładnie tutaj zakończył. Przeszedłem długą drogę zanim wróciłem w to samo miejsce. Jak było? Różnie. Najróżniej. Raz nadzwyczaj dobrze, raz tak źle, że człowiek miał ochotę zatrzymać się usiąść i zapłakać. Dziesiątki odwiedzonych miejsc, setki osób na mej drodze. Różne mniejsze i większe wyzwania, którym postanowiłem stawić czoła. Mimo wszystko było to dobry rok. Rok, który przyniósł wiele zmian i kilka razy popchnął mnie ku nowemu, lepszemu… Ach ten 2013, czy będzie podobny do mijającego….?

No i powoli przychodzi pora na zejście. Razem z Beatą i Bartkiem turlamy się na dół. Pogoda, na którą trafiliśmy, jeszcze kilkakrotnie staje się przedmiotem naszej rozmowy.

Kilka osób onegdaj pytało mnie: Czy to ma sens tak jechać w góry na jeden dzień, albo nawet na kilka godzin? Cóż, sens jest zawsze. A gdyby dane Wam było zobaczyć to co my widzieliśmy, wchodzić i schodzić w nocy szlakiem bez czołówki, latarki i innych bajerów tylko przy oślepiającym świetle księżyca, które odbijając się od śniegu oświetlało wszystko wokół… Wtedy może, chociaż po części, zrozumielibyście nas. Zrozumielibyście co takiego ciągnie nas w góry, i dlaczego nie jesteśmy w stanie Wam tego ot tak po prostu opowiedzieć.

Księżyc nad Halą Kondratową

Do samochodu docieram ok. 3 w nocy. Powrót przez Dąbrowę Górniczą i Gierkówą wpadam do Warszawy. Tutaj zaskoczenie – na Al. Krakowskiej i na Grójeckiej/Dicensa dwa nowe fotoradary. Ledwie wyhamowałem. Widzę, służby przez te trzy dni kiedy mnie nie było w stolicy nie próżnowały. Nagły i niespodziewany powrót do rzeczywistości stał się faktem. Oby tylko nie skończyło się to jakimś zdjęciem…

Z tego miejsca bardzo serdecznie pozdrawiam osoby napotkane na szlaku. Tak w Gorcach jak i w Tatrach. Zarówno Wam, jak i wszystkim, którzy zawędrują tutaj w jakiś tajemniczy, sobie tylko znany sposób, życzę, abyście w 2013 roku spełniali swoje marzenia. Nie czekajcie na nie, same się nie spełnią. Musicie mocno się ich chwycić, iść swoją ścieżką, aby w końcu postawić na swoim! Tego właśnie Wam z całego serca życzę! 😉

Wpis z lekkiem opóźnieniem. Wszystko zwalam na swoją obecną sytuację i brak czasu 😉

Reklamy
 

Tagi: , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: