RSS

Kwietniowe wędrowanie

22 Kwi

Tym razem zapraszam na wiosenną podróż po Tatrach AD 2013 🙂

Ruszamy w piątek po pracy. Przebijając się przez makabryczne korki na warszawskich wyjazdówkach docieramy do Radomia. Tutaj ma miejsce pierwsza niezapowiedziana przygoda. Typ wbija się z rozmachem przez pobocze tuż przede mnie, no i mamy kolizję. Szablonowy przykład jak nie należy się spieszyć w piątkowe popołudnie do domu. 30 minut pisania oświadczenia, zmiana kierowcy i lecimy dalej. N. za fajerą, ja przez telefon zgłaszam szkodę, fura na chodzie więc uśmiechy od ucha do ucha. „Co się źle zaczyna…”

Do Zakopanego docieramy ok 22. Początkowy plan zakładał nocleg w schronisku ale zdecydowaliśmy się spać pod Nosalem. Ok 5 pobudka, przepakowanie gratów i ok 5.30 ruszamy przez Kuźnice, znaną dobrze drogą na Kondratową. Pod schroniskiem jesteśmy przed 7 rano. Gorąca herbata z termosu i śniadanie stawiają na nogi. A o to było ciężko, przez bolące nogi i szalejące zakwasy. A wszystko to, bo w tygodniu biegać się człowiekowi zachciało… No nic, śniadanie zaliczone, ok 8.30 rzucamy zapytanie o jakieś wolne łóżka. Generalnie nie ma, ale… no cóż nie zdążyliśmy dojeść śniadania i okazało się, że są. Ktoś właśnie zadzwonił, zrezygnował z rezerwacji bo w pogodzie zapowiadali ogrom deszczu w Tatrach. Dobra nasza, mamy nocleg przyklepany i to jeszcze przed końcem śniadania. Grunt, to mieć w życiu fart.

O 9 wracamy na szlak. Początkowo celem była przełęcz Kondracka, ale zdecydowaliśmy się na podejście żlebem prosto na giewont. Podejście niełatwe, ale idzie całkiem sprawnie.

20.IV (1)

20.IV (2)

20.IV (3)

Lekko zaskoczeni świetną pogodą rozbieramy się do koszulek, a mimo to nie mało potu kosztowało nas to podejście. Lądujemy… na przełęczy pod Giewontem. Za wysoko troszeczkę, wkradły się jakieś małe błędy w obliczeniach. Oczywiście za chwilę ma miejsce mała korekta i już jesteśmy na Kondrackiej.

20.IV (4)

20.IV (5)

Mała przerwa na kilka zdjęć dla N. Nowa fotograficzna zabawka wciąż budzi emocje. Kilka pojedynczych zdjęć, jakieś 2-3 panoramy (pogoda sprzyja) i już możemy turlać się dalej. Cel? Oczywiście Kopa, której wciąż nie dane mi było zdobyć zimą.

20.IV (6)

20.IV (7)

20.IV (8)

Podejście do lekkich miało nie należeć, ale po rozchodzeniu zakwasów i przyzwyczajeniu mięśni do wysiłku bez problemu wtaczamy się na szczyt. Szczyt, z którego jaki się miało okazać, rozciąga się przepiękny widok zarówno na polską jak i na słowacką stronę Tatr. A pogodynka jeszcze wczoraj krzyczała o deszczach. Aż czuje, jak w kieszeni ciąży nieużywana peleryna. Człowiek za bardzo wierzy tym nieszczęsnym pogodynkom.

20.IV (9)

20.IV (10)

Jest południe. Siedzimy sobie rozmaślankowani na Kopie. Piękny widok, słońce, brak wiatru. Wszystko to sprawia, że nie chce się człowiekowi ruszać dalej. Generalny plan miał polegać na przejściu na Kasprowy. Podchodziliśmy do niego z dystansem, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na jego realizację. Kilka minut po zejściu z Kopy całą Kondratową i Goryczkową spowiła mgła. Po małej konsternacji decydujemy się iść dalej we mgle, która to co i rusz podnosi się, to znów opada.

20.IV (11)

20.IV (12)

Najładniej linię graniczną naszych Tatr obrazuje poniższe zdjęcie. Polska strona cała przykryta gęstwiną chmur.

20.IV (13)

20.IV (14)

Szlak dał nam się trochę w kość. Niektóre przejścia z uwagi na nawisy trzeba jednak omijać. Do tego to słońce przebijające się przez mgłę. A może to już chmury? Tak, to raczej chmury, wszak przyszły do nas od słowackiej strony, a tam na dolinę są przecież wspaniałe widoki. Tylko, kucze coś to słonko przymocno grzeje…

20.IV (15)

20.IV (16)

20.IV

Na Kasprowy docieramy padnięci. Na szczęście wśród wszechobecnych narciarzy możemy wmieszać się w tłum. No może nieco wyróżniają nas opalone, czerwone twarze, ale chyba nikt zbytnio nie zwraca na to uwagi. Dobry placek na szczycie Kasprowego Wierchu –  kiedyś się śmiałem z tej pizzerii, teraz uważam, że pomysł otwarcia tam knajpki wcale nie był taki chybiony 🙂
Ale, ale… Nie ma się co zbytnio lenić, wszak czeka nas szlak do Kuźnic, czyli jakieś trzy godziny zejścia bardzo awaryjnym szlakiem. Dajemy jednak radę i ponownie wracamy do schroniska w Dolinie Kondratowej. Słowem, to padamy. Dobre grzane piwo w ramach nagrody za całodzienne trudy i… spaać. Nawet gitara na dole (a z czasem za ścianą) jakoś nie zachęca do siedzenia z towarzystwem. Odpadamy obaj.

W niedzielę wstajemy około 8. N. sapie, że chrapałem, też coś! Śniadanie i dobra herbata na początek dnia. Niestety sobotnie słoneczko wyrządziło pewne szkody i na szlak wychodzimy z poparzeniami twarzy i rąk. Cóż, na przeciw wszystkim bladym twarzom (w sobotę cała dolina była przykryta chmurami) nakładamy na siebie solidne porcje kremu i w drogę. Cel? Podobnie jak w dniu wczorajszym przełęcz Kondracka. Zaraz po niej druga, pod Giewontem.

21.IV (1)

21.IV (2)

Dalej śladami czerwonego kierujemy się na Dolinę Strążyską przez Przełęcz w Grzybowcu. Słońce przez drugi dzień niemiłosiernie pali (dziś bezchmurne niebo) i nawet z pokaźną ilością kremu na twarzach i rękach, ulegamy dalszym poparzeniom. I jak tutaj wierzyć w te zapowiadane opady? 🙂

21.IV (3)

21.IV (4) Dolina Małej Łąki

Szlak na szczęście odkrytymi grzbietami wiedzie jedynie na początku. Później schodzimy w zalesione górskie grzbiety, gdzie znajdujemy cień i chłód. Dobrze na chwilę odpocząć od palącego słońca…

21.IV (5)

21.IV (6)

21.IV (7)

Schodząc z wciąż zaśnieżonych szczytów spotykamy wiosnę. Jakąś taką nieśmiałą jakby wiedziała, że przyszła sporo za późno. Strumienie dopiero budzące się po zimie niemrawo podmywają lodowe bloki. Mam wrażenie, że to nie druga połowa kwietnia, a marzec. I tylko wychodząc przez ostatni mostek na dolinę Strążyńską, patrząc w górę i widząc w oddali krzyż na Giewoncie… wiem, że to tylko wrażenie. Promienie słoneczne są równie ciepłe jak na szczytach, a roślinność w dolinie bujnie obwieszcza wszystkim wokół. Już dawno przyszła wiosna 😉

21.IV

Ps. Niech żałują, którzy się nie zdecydowali na ten wypad!

Reklamy
 
 

Tagi: , , , , , , , , , , ,

2 responses to “Kwietniowe wędrowanie

  1. P.

    23 kwietnia 2013 at 11:05

    „Dobry placek na szczycie Giewontu – kiedyś się śmiałem z tej pizzerii..”
    Dawno mnie w górach nie było, to fakt, ale nijako sobie tej pizzerii na Giewoncie wyobrazić nie mogę 😀 Szybko przeskakujesz z Kasprowego na Giewont 😉 A tak poza tym widać, że wypad udany !

     
    • T.

      23 kwietnia 2013 at 12:20

      Przyznaję się do pomyłki i szybko poprawiam błąd 🙂
      Witam też po dłuższej nieobecności i zapraszam częściej 😉

       

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: