RSS

Kutaisi

14 Czer

Czyli jak dotarłem, a właściwie dotarliśmy, do drugiego pod względem wielkości miasta Gruzji. Marszrutka złapana jeszcze w Batumi. Troszeczkę się nastaliśmy i naczekaliśmy zanim na dobre się zapełniła. Jakichś 8 przystanków co 200m w samym Batumi, no i można się turlać.
Informacyjnie dla zainteresowanych:
– cena marszrutki odchodzącej z głównego placu Batumi do Kutaisi: 10lari.
– cena marszrutki odchodzącej z głównego placu Batumi do Tbilisi: 20lari.

Turlamy się we trójkę z Batumi razem z poznanymi po drodze Jonasem i Pauline. Jakoś tak zawsze raźniej z kimś dzielić trudy podróży 😉
Zatem po jakichś trzech godzinach jazdy lądujemy w Kutaisi. Z miasta poznajemy…właściwie to główną ulicę, nic więcej. Kierując się w stronę katedry zostajemy zaczepieni przez 4 Gruzinów. Byłem przygotowany na rozmowę w języku angielskim, może w rosyjskim, ale na pewno nie w hiszpańskim. Nie w Gruzji. Nasze szczęście takie, że Joan rodem ze słonecznej Hiszpanii, więc jakoś ta rozmowa zaskoczyła. Dowiadujemy się, że nasz rozmówca jest bokserem, w Hiszpanii spędził ostatnich… naście lat, i generalnie to zaprasza nas do siebie. I właśnie w tym momencie zaczynają się atrakcje.

Rach ciach nie mamy już na sobie naszych plecaków...

...i idziemy w goście do Gruzinów

Kiedy zostajemy przedstawieni wszystkim członkom rodziny, na stół wjeżdża wszystko, co było akurat w domu. Zaczyna się zabawa, która ma potrwać do… no może nie uprzedzajmy faktów.

przyjęcie u Gruzinów

Kiedy my podjedli, popili, przyszła pora na zwiedzanie miasta. Katedra i monastyr wpisane na listę UNESCO miały nie uciec naszej uwadze przy okazji wizyty w Kutalisi. I faktycznie, nie uciekły, bo z pomocą Gruzinów bardzo szybko przemieszczaliśmy się po mieście. Najważniejsze, że humory wszystkim po odrobinie czaczy dopisywały.

zwiedzanie Kutaisi

humory wszystkim dopisują

jeden z naszych celi osiągnięty

panorama Kutaisi

cel dzisiejszej wyprawy

Po zwiedzaniu przychodzi pora na zmianę auta i podróż na drugi koniec miasta. W zasadzie, to winienem tutaj napisać za miasto, ale jednak nigdy, jeżeli chodzi o architekturę, wielkim fanem nie byłem. Skupię się więc na zmianie auta, bo to będzie klucz do naszego lepszego poznania Kutaisi

zmiana auta - Kutaisi

Cóż, jak widzicie przyszło znowu w czasie mojej wyprawy przesiąść się na vana. Tym razem na tył akurat, ale nie ma oczywiście tego złego 😉 Turlamy się dalej, bo przed nami monastyr warty zobaczenia i uwiecznienia. Na drogę dostajemy po butelce piwa (gorąco jak w rozgrzanym piekarniku, a my bez uchylnych szyb z tyłu) i…12 lodów na patyku, które, dostaliśmy prikaz, mamy zjeść do czasu dotarcia świątyni. Piwo, lody, piwo, lody. Magiczne połączenie, szczególnie w upalnej Gruzji. Nie próbujcie tego lepiej w domu 😀 Tak jedząc lody i popijając je piwem docieramy na miejsce:

Monastyr - Kutaisi

Monastyr - Kutaisi 2

kaukaskie góry

Po męczącej w tym skwarze wyprawie wracamy do znanego nam już domu. Znowu małe jedzenie i ‚jedziemy w góry’. To ‚jedziemy w góry’ nabrało nowego znaczenia dopiero drugiego dnia rano 🙂 No, niemniej na chwilę obecną, jedziemy w góry. Plecaki w vanie, my również, zaczynamy się turlać.
– Spokojnie, jakaś godzina drogi i będziemy na miejscu.
Ok, godzina brzmi całkiem racjonalnie, zatem turlajmy się…

nowa przyjaźń gruzińsko-hiszpańska

no to jedziemy!

po zachodzie słońca gdzieś w Gruzją

Okazuje się, że na miejsce docieramy po trzech godzinach i 10 minutach. Na miejsce, bo dokładnie nie jestem pewien nawet gdzie byłem. Gruzini już moocno zrobieni, niemniej nie przestają nas zaskakiwać. Czas na wino domowej produkcji, czyli coś, o czym u nas głośno mówić nie wolno…

dobrego winka?

no to pijem ciemną nocą w środku niczego!

"chcesz żyć wiecznie?"

domowa 'ziemna' piwniczka

i zakąseczka!

aparatura pierwszoklaśna

suszona kukurydza na 'koniak' ;-)

Nie wiemy dokładnie gdzie jesteśmy. Generalnie Gruzini już zarobieni, więc i nikt nie może nas nawet poinformować. Niemniej nie powiem, żebym się czuł jakoś za specjalnie wystraszony. Jednak naruszenia naszego bezpieczeństwa jakoś nie odczuliśmy.
Przyszła pora na winko i koniaczek. Winko dobre, 70% koniaczek już niekoniecznie. No ale wypada, więc pije i ja. Naszym gospodarzom na szczęście nie wiele było potrzeba, więc wieczór po około godzinie ma się już ku końcowi. Zadajemy całkiem wydawałoby się sensowne pytanie, gdzie możemy się przespać? Plecaki zostawiliśmy u gruzińskiego górala w domu, myśleliśmy też, że tam właśnie przenocujemy. Otóż nic bardziej mylnego. Po godzinie w górach mamy wracać do… Kutaisi, ponieważ jeden z naszych gospodarzy z rana idzie do pracy. A, że pracuje w piekarni, to raczej jest to praca na ranną zmianę. Mało tego, że pracuje w piekarni, to jeszcze rozwozi pieczywo, więc musi być trzeźwy. Komedia jakaś. Ładujemy nasze graty do busa i po kolejnych trzech godzinach jazdy lądujemy znowu w Kutaisi.

I przychodzi zabierać graty. Ruszamy w drogę powrotną.

Droga powrotna to prawdziwe pieło :-P

Jesteśmy na miejscu a Gruzini już nieźle zrobieni :-P

Cóż, przed godziną czwartą po dniu i nocy pełnej wrażeń zasypiamy kamiennym snem. O 9 budzi nas nasz gospodarz. Policja przyhaltowała człowieka, jak po pijaku bułkowóz swój prowadził. Złoty trzydzieści w powietrzu i 200lari na papierze. No nie pomyślał zbytnio, zanim usiadł za fajere. Oczywiście o 9 wstajemy i zostajemy przyjęci śniadaniem. Dzień w Kutaisi zatoczył pełne koło i Gruzini proponują nam, że z naszymi bagażami podrzucą nas na dworzec autobusowy… Cóż, czemu i nie?

Żegnamy się na dworcu. Gruzini wracają do swej codzienności, my do dalszej naszej podróży.
– Dokąd jedzie ten bus?
– Do Borjomi.
– Brzmi świetnie. To trzy bilety poprosimy…

Zaszywam się na kilka dni w gruzińskich górach, i co za tym idzie mały blogowy przestój zapowiadam. No, ale tyle się dzieję, że chyba do późnej jesieni będę to wszystko opisywał 😛
Trzymajcie kciuki!

T.

Ps. Sąsiadeczka, przeczytałem wiadomość, ale w tej chwili nie odpiszę. Wiem, że śledzisz bloga, więc z tego miejsca (w którym obecnie jestem, na dalekim Kaukazie) życzę najlepszości i trzymam kciuki jak chyba nigdy. Nie daj się i wytrzymaj! Serdecznie pozdrawiam…!

Reklamy
 
4 Komentarze

Opublikował/a w dniu 14 czerwca 2013 w Gruzja, Podróż

 

Tagi: , , , , ,

4 responses to “Kutaisi

  1. Palpfikszyn

    15 czerwca 2013 at 03:14

    Baaatumi, ech Batumi!… No tak, my, ekipa mocna, 8-osobowa, melduje się w Gruzji za.. 20-parę godzin! 🙂

     
    • T.

      20 czerwca 2013 at 09:15

      To, że się spotkaliśmy świadczy najlepiej o tym, że świat jest jednak mały. Mogliście nam jednak dać trochę pospać w Tbilisi… 🙂

       
  2. Ś.

    17 czerwca 2013 at 22:46

    zycie tak sie potoczylo ze musialem w weekend sie pokazac. ku mojej uciesze i dzikiej rozkoszy otrzymalem solidna porcje pocztowek ! Serdeczne dzieki! Strasznie mi milo, z zapartym tchem czytalem kolejne poczynania. przy okazji udalo mi sie spotkac z M. Od razu czlowiek inaczej funkcjonuje, mimo bolu w sercu. dziekuje raz jeszcze i zycze kolejnych przygod na szlaku!

     
    • T.

      20 czerwca 2013 at 09:18

      Nie pokazać, tylko wrócić do domu na weekend 🙂
      Ś, pamiętaj o nas i o akcji. Jest tam Was kilku, organizuj jakąś ściepę i pomagaj nam pomagać…

      Przygody nie zając, ganiać ich nie trzeba. Wiesz, że mnie zawsze się imają.

       

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: