RSS

KOLEJNY, ACZKOLWIEK NIE OSTATNI ZAJAZD NA LITWĘ

05 Sty

Przed Wami relacja z przedświątecznej eskapady kiboli Legii Warszawa do polskich rodzin na Wileńszczyźnie. Tekst popełniony i opublikowany został 26 XII 2015 roku, jednak przez swe gapiostwo wrzucam dopiero teraz:

Herb_Rzeczypospolitej_Obojga_Narodow.svg

„KOLEJNY, ACZKOLWIEK NIE OSTATNI ZAJAZD NA LITWĘ

Trochę to trwało ale w przedświątecznym zamieszaniu trudno było znaleźć czas na relację wyjazdu z paczkami na kresową ostoję polskości. Jesteśmy Wam to winni a świąteczny spokój wreszcie na to pozwolił.
I od razu, jak co roku przypominamy: wszyscy którzy wzięliście udział w tej akcji, możecie się czuć jej animatorami, twórcami, współfundatorami. My jesteśmy tylko wykonawcami i dla nas wartością dodaną jest to, że możemy Was tam reprezentować i że coraz większa rzesza ludzi obdarza nas zaufaniem. Z roku na rok, po 6 latach niesienia pomocy Kresom II RP i rodakom tam mieszkającym, sądząc po tym co i w jakiej ilości zbieramy – przekonujemy naród do słuszności i chyba transparentności naszych działań. Dziękujemy, całkiem dobrze nam z tym!:)

Legijna zbiórka jak zwykle wypadła świetnie a nawet biorąc pod uwagę poprzednie lata: re-we-la-cyj-nie! I to zarówno pod względem ilości towaru jak i zdjęcia nam z głowy zbierania, detalicznych jak je nazywamy, paczek od poszczególnych osób. Nie żebyśmy narzekali, bo szanujemy każdy najmniejszy nawet dar i wysiłek ze strony ofiarodawców! Niemniej transportowanie paczuszek, siateczek, torebeczek ze Źródła do samochodów, przewożenie tego, wypakowanie, przeniesienie do magazynu i segregowanie na poszczególne asortymenty jest dość czasochłonnym zajęciem. Z tym większą radością powitaliśmy deklaracje od grup, dzielnic i fan clubów, które zwyczajnie zapytały nas co mają kupić, deklarując taki czy inny budżet. W ten sposób dużo łatwiej było nam planować czego i w jakiej ilości trzeba dla wystandaryzowanych paczek. Dziękujemy, bo choć nie mamy prawa wybrzydzać na jakąkolwiek formę pomocy, to jednak ułatwiło nam to mocno organizację tegorocznej akcji.
Zbiórka poszła na tyle dobrze, że na Litwę przygotowaliśmy 120 paczek. Skład jednostkowego kartonu to:

Olej – 2 litry
Cukier – 2 kg
Mąka – 2 kg
Ryż – 1,4 kg
Makaron – 2 kg
Szynka Krakus 455gr – 2 puszki
Owoce – 2 puszki
Masa makowa – 1 puszka
Pasztety – 1 duży, 1 średni, 2 małe
Kawa – 0,75 kg
Herbata – 200szt.
ciastka Łakotki – 1 pudełko
ciastka Delicje – 6 opakowań
Czekolada – 9 tabliczek
kartka z życzeniami i opłatkiem

Jeszcze bogatsze paczki w liczbie 40 sztuk zostały też przygotowane dla kombatantów Armii Krajowej zamieszkujących dzisiejszą, nieco bardziej izolowaną od Polski Białoruś, tyle że ze względów logistycznych trafią one do adresatów dopiero w styczniu. Nie omieszkamy po dotarciu darów na miejsce, pokazać Wam choćby kilku zdjęć również i z tamtych okolic.

Piątek
Wyjazd wcześnie rano, bowiem nasz nieoceniony drajwer i właściciel busa z ważnych powodów chce wracać tego samego dnia do Warszawy (Krzysiek – szacun i stokrotne dzięki!). Leci bus w którym poza drajwerem jedzie przedstawiciel legijnego Piaseczna i 2 auta osobowe – szajka Pamiętamy wraz z wymiernie wspierającym nas od lat sympatykiem któremu chcieliśmy pokazać jak to na miejscu wygląda „live” oraz nasi przyjaciele i wspólnicy na wielu płaszczyznach – koledzy z fan clubu Zambrów. Od pierwszego wyjazdu, bez wyjątku na każdym w drodze na Litwę, mamy cyrki i awarie transportowe. Ze stoickim spokojem przyjmujemy więc „kapcia” w osobówce pod Wyszkowem, licząc że ten tradycyjny punkt wyprawy mamy już tym samym za sobą. Na dojazdówce udaje się nam dowlec do Zambrowa gdzie okazuje się, że przy prędkości przy której poszła opona, możemy ją już tylko przerobić na gumki recepturki. Czyli trza kupić dwie, coby na osi praca szła równo. Jak zwykle, nieoceniony, gościnny i przyjazny Zambrów załatwia jednym telefonem piękne i w zaskakująco niskiej cenie Firestone’y (aż podejrzewamy, że kryje się za tym coś więcej niż telefon do znajomych:), a my w tym czasie spożywamy poranną kawę ze śniadaniem, po których fura jest gotowa do dalszej podróży.
Na skutek wspomnianej awarii, bus którego mieliśmy łapać po drodze czeka na nas przed granicą. Tu jeszcze krótki postój i symboliczna lampka na miejscu upamiętniającym zbrodniczą sowiecką tzw. Obławę Augustowską w wyniku której po 600 naszych rodakach ślad zaginął a kilka tysięcy znalazło się w łagrach, więzieniach i innych sowieckich katowniach. Dojeżdżamy do granicy w lekkim napięciu, bo dostaliśmy już sygnały że po paryskich zamachach granica polsko-litewska jest monitorowana i każdy bus jest trzepany w poszukiwaniu uchodźców, względnie terrorystów. Jeśli to faktyczny powód, to w istocie genialne to – bliżej nieokreśleni uchodźcy z pewnością marzą żeby z Polski uciekać na Litwę, a Wilno zapewne jest głównym celem światowego terroryzmu. No ale bingo! Po polskiej stronie celnicy „znęcają się” nad jakimś litewskim busem, a my po 100 metrach od granicy zostajemy zatrzymani przez wyskakującego z krzaków podstarzałego komandosa w polowej „panterce”. Z miejsca pada żądanie dokumentów i otwarcia paki. Szczęśliwie mówi do nas po rosyjsku, co ułatwia konwersację. „Gumanitarnaja pamoszcz” nie robi na nim wrażenia ale…kiedy jeden z nas klaruje po rosyjsku zawartość busa i cel naszej wizyty, celnik nagle gubi kontakt z nami i jak zahipnotyzowany patrzy gdzieś ponad naszymi głowami. Obracamy się i widzimy że nadjeżdża jakaś monstrualnie długa ciężarówka z naczepą. Facet nie zaszczycając nas już nawet wzrokiem wbitym za nasze plecy oddaje nam bez słowa papiery, więc i my bez owego słowa pakujemy się do fur i odjeżdżamy, widząc tylko że staje na środku drogi i zatrzymuje naszego niespodziewanego „wybawcę”. Z fartem! Dalsza droga to jak oglądanie Mody na Sukces, niekończąca się monotonia przerywana litewskim geniuszem – na drogach krajowych tzw. „śpiący policjanci” czyli poprzeczne garby zmuszające do gwałtownego schodzenia do 30-40 km/h. W dobie dzisiejszego lobbingu, marketingu i strategii sprzedaży – temat sponsorowany pewnie przez producentów tarcz i klocków hamulcowych. Kiedy dojeżdżamy jest już ciemno ale w obu oddalonych od siebie o ok. 15 km szkołach czekają na nas nauczyciele. Jako że bus wraca od razu, zrzucamy w jednej szkole 50 paczek, w drugiej zaś 70. Jeszcze przed wyjazdem ustaliliśmy z dyrekcjami obu placówek, że wobec niemożliwości rozwiezienia przez nas paczek pod 120 adresów w promieniu ok.20 km, szkoły zaproszą tych którym były one dedykowane na spotkanie z nami. Jedno wyznaczone jest następnego dnia na 11, drugie na 14.

Sobota.
Rankiem dojeżdża jeszcze jedna fura z kibolami z Żo(L)iborza, którzy już jakiś czas temu wzięli zdalnie pod opiekę rzeczywiście bardzo ubogą rodzinę, w dodatku z dwójką niepełnosprawnych dzieci. Dotąd zawsze ktoś te paczki za nich woził, przyszła pora na osobiste odwiedziny i zapoznanie się z sytuacją własnymi oczami. Lecimy do pierwszej ze szkół gdzie dyrekcja uprzedziła zaproszonych o celu zbiórki. Z trudem mieścimy się w dużej klasie: rodzice, dzieci, nauczyciele i nasza grupa. Co niektórzy nas już znają, my także widzimy znajome twarze ale z naszej strony leci krótkie przemówienie, co, kto, skąd i dlaczego. Pewne poruszenie wśród miejscowych wywołują słowa, że to nie oni z Polski wyjeżdżali, że to Polska na skutek historycznych zawirowań wyjechała od nich ale teraz wraca. Może w symbolicznej postaci ale wraca – pamięcią i pomocą rodaków żyjących w tzw. przez nich Koronie. Po tym krótkie przemówienie i ciepłe słowa od pani Dyrektor dla Was wszystkich, którzy pomagają. Właściwie to powinniśmy jechać z dyktafonem – naprawdę należałoby żebyście posłuchali, bo to było do Was! Lekcja do odrobienia przez nas następnym razem. Kolejny punkt programu pachnie nieco oficjałką i akademią szkolną, choć to wszystko ze szczerego serca – po kolei podchodzą do nas dzieciaki: jedno czyta wiersz, drugie życzenia na Boże Narodzenie i Nowy rok, jakaś dziewczynka wręcza nam ogromnego sękacza, za nią skromnie ubrany rodzic z innym ciastem. Dalej dzieci z kartkami świątecznymi – robionymi często ręcznie i pisanymi przez nie, ich rodziców – wzruszające i od serca (zobaczcie z galerii zdjęć!) Każdy z nas dostaje też kolorowe papierowe pudełeczko, w którym po otwarciu jest jeden cukierek i przylepiona kartka z życzeniami – też praca tutejszych dzieci. Dla Was, tych którzy o nich pamiętają. Trochę nas to onieśmiela i dezorientuje, w końcu to my mamy im pomagać a nie brać prezenty ale tam tak jest, ostatnim pierogiem czy przysłowiową kromką chleba się ludzie podzielą. Wszędzie serdeczność i uśmiech do bliźniego. To jednak prawda, że bieda zbliża ludzi… Zgodnie komentujemy, że właśnie dla tego klimatu, dla tej serdeczności i bliskości, dobrego słowa i przysłowiowego serca na dłoni, warto jechać taki szmat drogi. Inny świat, bez codziennego galopu, obrzucania się szambem, rzygowinami i krzywych numerów, czyli naszej codzienności w polityce, na ulicy, w pracy i wszędzie indziej.
Pozostaje już tylko rozdysponowanie paczek, część deklaruje jakiś własny transport a resztę pakujemy w osobówki i na kilka kursów każdy, rozwozimy do skromniutkich i ubogich okolicznych domów, razem z ich mieszkańcami. Na koniec obfity w formie i znakomity w smaku poczęstunek dla nas w szkolnej stołówce – kolejny dowód że staropolskie „Gość w dom, Bóg w dom” wiecznie tutaj żywe. Trochę rozmów o rzeczywistości – ich i naszej, podzielenie się opłatkiem i odśpiewanie kolędy, gorące i wzruszające pożegnanie i zbliża się godzina spotkania w kolejnej placówce.

Dolatujemy na miejsce i dojeżdża jeszcze znajoma ekipa Augustowskich Patriotów – kiboli Sparty Augustów, którzy również przeprowadzają zbiórki u siebie i jeżdżą z pomocą .W busiku poza tą sympatyczną ekipą, paczki od społeczności Augustowa. Samo spotkanie…niby podobny schemat ale z jedną różnicą. Nikt nie był uprzedzony z jakiej okazji dyrekcja w dzień wolny od pracy wyznacza narodowi spotkanie:) A frekwencja 100% (to się nazywa dyscyplina i szacunek jakim cieszy się placówka będąca obok kościoła ostoją polskości!). Wśród przybyłych zatem, większe zaskoczenie po naszym przywitaniu się i wyjaśnieniu celu spotkania. Znów zamieszanie spowodowane koniecznością transportu 20 kilogramowych kartonów ale jakoś to wszystko, również dzięki kolegom z Augustowa, zostaje ogarnięte. I tu się zaczyna kolejna wzruszająca historia. Po dystrybucji paczek oczywiście kolejny bogato zastawiony stół w szkole, czyli jemy obiad:) Szkoła zostaje zamknięta na klucz, bo przecież nieczynna a my siedzimy w szkolnej stołówce. Po 20 minutach zaczyna brzęczeć dzwonek do drzwi i pojawiają się adresaci paczek. Pan Józio, starszy dżentelmen z którym rozmawialiśmy podczas spotkania, mówiący piękną polszczyzną ze śpiewnym tamtejszym akcentem, stoi w drzwiach z flaszką wódy i zaciągając z wileńska z uśmiechem: „no ja ni wiedział co takim kawalerom mógłby dać ale wódke to kawalery chiba piją?”Emotikon smile No i co mieliśmy na to rzec? Już wiemy że to od serca, że nie da się nie przyjąć, bo „kawalery” zrobią wtedy przykrość. Za chwilę starsza kobieta o pobrużdżonej niełatwym życiem twarzy wręcza nam ogromny słój pomidorów w tajemniczej zalewie, zapewne praktykowanej od wieków domowej receptury. Do tego nieśmiałe słowa, jakby zawstydzenie że tylko tyle. Tylko? Te drobiazgi, od kartek pisanych ręcznie przez dzieci, pudełeczek z cukierkiem, po te dary serca od dorosłych, nieważne jakie by były, mają dla nas taki ładunek emocjonalny, że są na wagę złota. Nie wiemy czy to zrozumiecie…to trzeba zobaczyć, poczuć na każdym kroku- serce, prawdziwa wdzięczność i radość, że te małe zapomniane polskie enklawy na obcej ziemi ktoś dostrzegł. Kolejne 50 paczek rozdane. Zostaje 20 sztuk, które postanowiliśmy dowieźć sami, i pokazać tym którzy z nami po raz pierwszy to skrajne wręcz ubóstwo. Te widoki naprawdę dają do myślenia. Redefinicja słowa bieda w jednym spojrzeniu zapewniona. Zrobione! Trzy humorystyczne sytuacje. Jedna, kiedy kolega z pewnością niczym u polityków z obietnicami przedwyborczymi że wie jak mamy jechać żeby trafić pod jeden z adresów, wyholował nas niemal na granicą litewsko-białoruską i druga,kiedy dowożąc kolejną paczkę okazało się że musimy pokonać tak błotnistą górkę, że przy zjeździe z niej samochody zaczęły same dryfować ustawiając się bokiem do osi drogi! Gorzej, że za chwilę musieliśmy pod ową górkę wjechać co przy tej nawierzchni było mocno problematyczne. Dwa auta z trudem ale na pełnym gazie jakoś przemknęły, problem mieli Żoliborscy ze swoim BMW napędzanym na tylną oś i w pierwszym podejściu nie poszło. Kolega robiący za pasażera w pierwszej klasie postanowił wysiąść i doglądać tego rajdu z pozycji widza. Zostawił jednak całkowicie uchyloną szybę i gdy auto ruszyło z kopyta bryzgając spod kół błockiem na 5 metrów wkoło, pasażer siedzący z tyłu przyjął mniej więcej 2 kg gościnnej rodzimej, wileńskiej i rozwodnionej deszczem ziemi na twarz, solidarnie zresztą z połową wnętrza auta i tylną szybą:) Trzecia zabawna historia to wyczyn Augustowskich – w rozgardiaszu, pośpiechu i po ciemku ofiarowali komuś zamiast przygotowanej paczki, swój prowiant – głównie konserwy i bimber:) Jak się okaże niżej, ktoś wcale źle by nie trafił! „By” bo pomyłkę udało się namierzyć i odkręcić następnego dnia.
Wieczór już należał do nas, pełen zresztą kolejnych miejscowych specjałów przygotowanych przez kochaną Irenę – nauczycielkę która koordynuje temat na miejscu i która zawsze serdecznie nas gości oraz przesympatyczną Kasię, która wiemy że nas czyta (Kasiu, dziękujemy!). Do hitów wyjazdu należy też zaliczyć częściowo ocalałe konserwy chłopaków z Augustowa – własnej, nie przemysłowej roboty puszki z dziczyzną. Czegoś tak dobrego i tak fantastycznie przyrządzonego ze świecą szukać. Pozostaje tylko żałować, że te z pasztetem z dzika poszły jako paczka świąteczna i odnalazły się dopiero następnego dnia no i nie dane było nam ich spróbować.

Niedziela.
Żo(L)iborscy i Augustowscy ukręcają się wcześnie rano, parę osób od nas leci na mszę do neo barokowego kościoła, po części także z ciekawości. Przed wejściem ludzie witają nas uśmiechem i głośnym dzień dobry, jak się później dowiadujemy od nauczycielki Ireny – trochę szumu za naszą sprawą w okolicy było. I to bardzo pozytywnego w odbiorze szumu:) Nie tylko z powodu paczek ale i faktu że tradycyjnie tam już, urządziliśmy późnowieczorny festiwal polskiej pieśni patriotycznej. Chóralnie, na dworze śpiewane było wszystko. Od „1 Brygady”, poprzez „Rozszumiały się wierzby płaczące” i „5 Brygadę Wileńską”, po „Już mi raz zabrali Wilno…” i wiele innych. Jeszcze pożegnania z gospodarzami, jeszcze podjeżdżamy do pozostającej pod opieką Żo(L)iborskich rodziny z dobrym słowem, paroma drobiazgami i wzruszającym pożegnaniem i odjazd. No ale trzeba też odwiedzić wileńską Rossę, gdzie spoczywa kwiat polskiego Wilna i Serce Marszałka. Składamy legijne znicze i kierunek granica. Poza kosmiczną śnieżycą, która nas dopadła za Wilnem i trzymała do Augustowa, powrót bez przygód.

Misja zakończona!
Naprawdę, ciężko jest oddać słowami tamtejszą polskość, serdeczność, nawet prosty uśmiech w którym widać nieskrywaną radość. Pamiętajcie, Wasza ofiarność i to co składacie na nasze ręce w darze dla tamtejszych rodaków, daje im nadzieję. Mówią o tym wprost, że każda paczka, każdy drobiazg, każda kartka ze słowem otuchy i życzliwości jest dla nich wsparciem. Duchową i materialną strawą ale co najważniejsze – jest namiastką tej mitycznej dla nich Polski, którą wielu z nich zna tylko z opowieści swych dziadków czy ojców. My tradycyjnie dziękujemy za okazane nam przez Was zaufanie, za to że dzięki Wam możemy doświadczać tej radości z obcowania z tymi ludźmi, a może i Wy choć w ułamku swego ducha poczujecie że i my i oni – jesteśmy jedną, polską rodziną.

Tradycyjnie na koniec lista dobroczyńców. Być może jak co roku, znów kogoś pominęliśmy – przepraszamy i prosimy wówczas o informację – ale często wrzucacie tak mikroskopijne kartki, czy stawiacie swoje sygnatury w tak dziwnych miejscach, że my to zwyczajnie przegapiamy w tłumie kartonów, toreb, siatek, paczek itp. Do tego dochodzą smsy, maile, privy forumowe i inne kanały. Naprawdę trudno nam się w tym wszystkim połapać. Nie wyróżniamy także nikogo- kto więcej, kto mniej. Każdy daje tyle ile może i na ile go stać. Owszem były fan cluby, grupy czy dzielnice które zebrały naprawdę pokaźne kwoty przekładające się na spory procent zakupów ale nie będziemy robić tu licytacji kto lepszy, kto bardziej hojny. Robimy to jako kibice Legia Warszawa, choć prawdą jest też, że wśród darczyńców znalazły się też instytucje i osoby niekoniecznie związane z naszym ruchem kibicowskim. Traktujemy to jednak jako dowód zaufania i tym nam bardziej miło ale z założenia 6 rok z rzędu sygnujemy tę akcję jako kibice Legii. Ale dziękujeMY wszystkim!

Podziękowania:
oficjalny zadeklarowany legijny „piknik-fan” Krzysiek „Zygul”, Paweł Sobieraj, Ewa i Tomasz R. (uczestnik – tak chyba może być?:),Maciej Zaniewski, Arek Antoniak, Mateusz Demski, forumowy Jaco ale nasz druh z trybun od wielu lat, Jacek „Krzeszczu” ze Szwecji, Michał Grajek, Arek Kucza, Ewelina i Janusz Szpila z dalekiej Norwegii, Tomek Ziemiński, Paweł Wierzchoń, Janek Roszuk, grubsza ekipa: (Konrad i Aga, Marian, Bamber, Paula, Gosia, Matulak, Banan i Kaja, Kermit i Kasia, Kikacz, Gruby i Natalia, Dziadek i majstrowie, Niko i Dalia, Sztyku i kumple, Łeb, Marek Wnuczek), Beata i Paweł ze Starego Mokotowa, Michał i Maciek Ostatek, Przemek Gajowy, Wojtek i w ogóle cała rodzina państwa Orzechowskich,Julian Sadowski, Jurek i Basia K, forumowicz wLd, Arek, Łukasz i Marzena, licytujący w aukcjach na Kresy Wojtek Labec i Daniel z Warszawy oraz Piotrek z Żyrardowa, Amanda i Kuba, Rafał (szalikowiec;), Bartek z Emigracji E’14, Maciek oraz dwóch Michałów: jeden od koszulki, drugi od szalika:) Robert, zwany popularnie Ziemniakiem z ekipy ZWL wraz ze świeżo upieczoną małżonką Kasią, Jarek Dublin&Mikers i ich przyjaciele z Irlandii, Rafał z firmy Profi, forumowi Dolu i Qchar, Filip Wołoszczak wraz z Tatą (pozdrawiamy Elbląg!), Maciek z BTI Studio oraz Wojtek, Michał ABS, Paulina, Robert i Hubert – tej ekipie składamy szczególny pokłon za wkład i kilkukrotnie ogromną pomoc logistyczną w sytuacjach podbramkowych.
Na końcu serdeczne podziękowania dla załogi pubu Źródełko, czyli tym którzy nam udostępnili miejsce do przyjmowania towaru. Dodatkowo dzięki dla Iwony i Patryka za przerzucanie z nami tego majdanu do fur.

Legijne grupy, dzielnice, osiedla i fan cluby:
FC Brzeszcze, Legia z Okuniewa, Krewcy Legioniści, Kędzior i FC Trójmiasto, Kołobrzescy Legioniści, Grochów, Prawa Strona Warszawy (PSW!), FC Chełm, grupa Forever Young, Fanaticos501, Sekcyjni Fanatycy, legijna Ochota, Żo(L)iborz, Bie(L)any, Legijny Gocław, FC Kozienice, Legijne Górce, Jelonki, F.C Zambrów, Ostrowscy Legioniści ( szczególne dzięki dla Bułgara Emotikon smile ), Wawer-Anin-Miedzylesie, Wołomińscy Fanatycy, Emigracja (E’14), Legijne Piaseczno, Legijny Pułtusk, Legijny Targówek, Legijny Ursus, chłopaki z Nowego Dworu Mazowieckiego, Stegny, Białołeka, Wielkopolscy Fanatycy, Lubuskie, Śródmieście Południowe, Osiedle Załuski, Saska Kępa, Górce, Tłuszcz, Legijna Kobyłka, FC Mińsk Mazowiecki, Patrioci z Żoliborza i obecna jak zawsze ekipa Maxa z Natolina. Jako że to Legia z potu, krwi i kości, doklejamy tu też Pawła Michalika (Karat Napalm Grupa oraz zawodnik i trener Legia Fight Club) oraz ci wszyscy, którzy mówili: Legia Warszawa!

Instytucje:
BTI Studio – dziękujemy za powierzchnię i wyrozumiałość, czasem w godzinach Waszej pracy, JWK (L)ubliniec Zespół Bojowy A, mocna ekipa – Narodowy Ursynów, koleżanki z GRH Bluszcz, tradycyjnie już: Szkoła Podstawowa im. Jana Pawła II w Otwocku Wielkim, Pracownicy Kliniki Psychiatrii Sądowej w Warszawie, Klasa 3 B z XIII Liceum Ogólnokształcącego im. płk. L. Lisa – Kuli, Zespół Szkół Licealnych i Ekonomicznych Nr 1 z ul. Stawki, Kawiarnia „Słodki Miś” i ” Co nieco Cafe” we Włochach oraz mieszkańcy którzy dołączyli do lokalnej zbiórki, firma „Neopak” Szymon Zdziarski i jej legijni pracownicy, legijna Firma Handlowo Usługowa-Rowery – Dariusz Olszewski, pub Piwna Sprawa.

Dziękujemy jeszcze raz, na wiosnę znów będziemy prosić Was o pomoc!”

Tekst, okraszony czterdziestoma zdjęciami z powyższej eskapady, znajdziecie tutaj: https://www.facebook.com/LegiaPamietamy/posts/775595699211356

Reklamy
 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 5 stycznia 2016 w Wileńszczyzna

 

Tagi:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

 
%d blogerów lubi to: