RSS

Archiwum kategorii: Autostop

Autostop!


A dzisiaj z pozdrowieniami, dla wszystkich, którzy wpadli na pomysł aby spędzić weekend ‚w drodze’, na autostopowych rekolekcjach 🙂

20160528_141837

Obyście odkryli w nich siebie, abyście wszystkie swoje przygody wspominali tylko miło, i aby po zakończeniu jednej eskapady od razu przychodziła Wam ochota na kolejne.

Ze szczególnym pozdrowieniem dla dziewczyn spotkanych na trasie Sierpc-Bydgoszcz.
Powodzenia i do zobaczenia na szlaku!
T.

Reklamy
 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 2 czerwca 2016 w Autostop

 

Tagi: , ,

Warszawa – Kijów – Warszawa…


…czyli jak ta cała ostatnia eskapada wyglądała.

Rozpocząć chyba należy od początku. Ponieważ zawsze trzeba mieć mega farta przy tego rodzaju eskapadach, mój objawił się już na samym początku. M akurat na ten tydzień zjeżdżał do siebie z Warszawy, więc pierwsze 300km zabrałem się na Lubelszczyznę z nim (z tego miejsca pozdrawiam serdecznie). Dalej… dalej to już w kierunku Hrebennego z ukraińskimi szmuglerami rzeczy wszelakich. Lwów znajdujący się 60km od granicy był już tylko dodatkiem.

w drogę braciaszki... na Lwów!

I dostałem się do niego z Mikołajem jego wysłużonym busem. Ach ten Lwów. Przyciąga do siebie zawsze i niezmiennie. Teraz też przyciągał. I rozterek nie było końca stojąc na jego wylotówce, na której zresztą zastał mnie nocy brzeg. Już miałem odpuścić i poszukać jakiejś goscinnicy kiedy zatrzymał się skład na kazachskich blachach. Otwieram drzwi, instaluję się do środka a tam Ajdar wykręca swoją tatarską twarz w czymś, co miało być chyba uśmiechem, a było jedynie grymasem ukazującą moc tkwiącą w twardej walucie złotego uzębienia.
– Do Kijowa mnie weźmiesz?- Do samej Astany jeżeli chcesz.
– Eeee tylko u mnie kazachskiej ani ruskiej wizy nie ma. Do Kijowa będzie.
– Tak dawaj, pojedziem.
No i tak zaczęła się druga część mojej eskapady z samego Lwowa do Kijowa. Długa, i prosta trasa. 550km z większą częścią dwupasmówki aż prowokowała do rozmowy. Tak dowiedziałem się że Ajdar ma jedenaścioro dzieci, czyli darmozjadów, które trzeba karmić a pożytku z nich żadnego. Że jeden z jego dziadków był Polakiem a drugi Tatarem. Babcie miał Turkmenkę i Żydówkę. Takie wschodnie multi-kulti sprzed stu lat. No i mnóstwo, ale to mnóstwo historii o położeniu Kazachstanu. O uciskach władzy radzieckiej czy wcześniej rosyjskiej. O pogranicznikach w UE, w Rosji, na Ukrainie czy wreszcie w samym Kazachstanie…

gdzieś na UA

Na Kijów

Do Kijowa docieram nad ranem ok piątej. Miasto wydaje się rozbudzone i już od wczesnych godzin rannych pędzące dokądś. Położenie miasta na wzgórzach nie sprzyja porannym wędrówkom, szczególnie po całej nocy w trasie. Dlatego łamię się i biorę marszrutkę do centrum. Koszt to 3UAH czyli 0,75pln i jest to jedyny wydatek jaki poniosłem w drodze z Warszawy do Kijowa. Z centrum pieszo podążam do hostelu. Rezerwacja zrobiona, niby miałem być wieczorkiem, ale liczę, że będzie dobrze. I było. Przyjęty zostałem bez problemu, z miejsca rano dostałem łóżko. Koszt noclegu w stolicy Ukrainy? 12-14pln? w wieloosobowym pokoju. No i pora rozprawić się z częścią jedzenia zalegającego w plecaku, szybko sprawdzić baterie w aparacie, i… ruszyć w miasto.

Cerkiew

ich już nie ma

ich już nie ma

Co strasznie rzuca się w twarz w Kijowie? To, że większość ludzi śmieje się z prowadzonych obecnie na terytorium Ukrainy działań wojennych. Do tego stopnia, że potrafią podjechać pod portrety poległych żołnierzy wywieszone na cerkiewnej ścianie i… robić sobie pod nimi zdjęcia. No cóż, to podbijam, pytam się dlaczego jest im tak wesoło i dlaczego takie a nie inne zdjęcia w tej scenerii sobie robią? Odpowiedź jest dla mnie zaskakująca. Mówią, że śmieją się z tych głupców, którzy dali się zabić. I u mnie pojawia się niedowierzanie. Że jak? Przecież to ukraińscy żołnierze. Zginęli po to, abyście wy tutaj w Kijowie mogli spokojnie spać. W odpowiedzi słyszę, że to byli głupcy, bo wystarczyło dać 2000 dolarów i nie braliby do armii. Dla mnie szok. Próbuje jeszcze raz – No ale przecież to wasz kraj jest teraz atakowany. Ruskie czołgi tam stoją i w dzień mogą być też tutaj. W odpowiedzi słyszę śmiech… To daleko od Kijowa. I tam nie Ukraina, tam Ruskie.
Cóż, sesja się kończy, wszyscy wsiadają do dwóch aut, a ja idę w swoją stronę. Dziwnie przyjmuje mnie ten Kijów, bardzo dziwnie. Już wcześniej we Lwowie słyszałem od Ukraińców, że to nie ich wojna. Teraz to samo słyszę w Kijowie. Że tylko głupcy dają się tam zaciągnąć i zabić. Ludzie zdają się być tutaj zawieszeni w jakimś dziwnym marazmie. Masakrycznie dziwne uczucie.

Niewiele mogę napisać o samym Kijowie. Byłem tutaj trzy dni, ale nie urzekło mnie to miasto. Majdan Niepodległości i jedna główna ulica, tak dla mnie przedstawia się Kijów. Owszem są parki, jest rzeka, są piękne kamienice zarówno te odnowione jak i zapuszczone, ale… niewiele poza tym. Są pomniki wojny 1941-1945, jak w całym Sojuzie. Do tego tęcza (jak w każdej stolicy) i pomnik niezależności Ukrainy.

kijowska tęcza

P1110381

Staróweczki jako takiej nie ma. Ścisłego starego centrum miasta również. Możliwe, że ktoś zachwycił bądź dalej zachwyca się Kijowem, ja jego entuzjastą raczej nie będę. Dużo ładniejsza jest dla mnie Odessa, czy właśnie Lwów.

Cóż, jak było, i jakie oburzenie powstało po wyprawie kijowskiej pozostawiam bez komentarza, ponieważ dopiero co się w to wdrażam. No, ale widzę, że bolało nie jednego. I dobrze, niech boli. Powrót przytrafił mi się z G. któremu bardzo dziękuję za te 550km. Do nocnego i deszczowego Lwowa wracać mogę bez końca! Nocleg na spontanie u Pani S. Koszt? Oddałem jedzenie, które zostało mi w plecaku i była ona w siódmym niebie. Do tego dostałem sytą kolację, a z rana jajecznicę na kabanosach i kawkę. Malina! 😉

Na wylotówce ze Lwowa złapałem ukraińskiego busa na Rawę. Chwila rozmowy z Bogdanem i dowiaduje się, że jedzie on przez Hrebenne na Warszawę. Mogłem lepiej trafić? Jakieś półtorej godziny po wyjeździe ze Lwowa wjeżdżam do PL. Szybkie telefony i okazuje się, że M chce wieczorem jechać z Tomaszowa Lub. do Wwa. Więc z Bogdanem przejeżdżam jedynie 25km od granicy i udaje się w odwiedziny do A. M. i całej wesołej ferajny, którą z miejsca pozdrawiam i już widzę jak im się gęby cieszą. Piąteczka dla Was i do szybkiego zobaczenia 😉

Z M wracam w nocy do Wwa i eskapadę uznaję za zakończoną. Całkowity koszt powrotu z Kijowa to 0pln.

Reasumując:
trasa
Warszawa-Lwów 0pln
Lwów-Kijów 0,75pln
Kijów-Lwów 0pln
Lwów-Warszawa 0pln

Nocleg:
Pierwsza noc w trasie. Druga noc 12-14pln. O trzeciej nocy nie opowiem, czwarta noc za to, co zostało w plecaku. 5 dni, wypośrodkujmy do 13pln.

Koszt eskapady: 13.75pln.
Do tego kasa dodatkowa, na kartki, znaczki, pamiątki, jakąś kawę, piwko, zachciankę w postaci słodkiej bułeczki do kawy czy czekolady: ok 40pln
Całkowity koszt eskapady: ok 55pln

Wielkie 5! dla wszystkich spotkanych na szlaku. Za te śmiechy przed sektorem, za graty, że znowu się udało. Za znajome twarze na sektorze (pozdro dla emigracji poznanej w Nikozji i D. poznanego w Kopenhadze. Świat jest jednak mały) Dzięki raz jeszcze G za transport w drodze powrotnej. M za to, że nie miał obiekcji, abym się z nim ‚przy okazji’ zabrał. Dla poznanego w hostelu Krzyśka z sosnowieckiej Pogoni… Do zobaczeniu na szlaku!

Z fartem!
T.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 26 października 2014 w Autostop, Ukraina

 

Tagi: , , , , ,

W obiektywie: autostopem do Kijowa


Na Kijów

gdzieś na UA

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 21 października 2014 w Autostop, Ukraina

 

Tagi: , , ,

Sevan, Dilijan, Alaverdi


Ponownie wybieramy się do Sevan, tym razem rozpoczynając z tego miasta małą objazdówkę, która zaprowadzi nas aż na północ Armenii do dwóch schowanych w górach klasztorów…

Z Erewania ruszamy oczywiście… busem. To był nasz jedyny tego dnia błąd. Znacznie lepiej i najpewniej szybciej byłoby złapać stopa. Po około godzinie meldujemy się w Sevan i pierwszą rzeczą jaką robimy w nowym miejscu jest znalezienie plaży. Co bardzo ważne-czystej plaży. Nie było to łatwe zadanie nad jeziorem, ale kawałek piasku udało się odnaleźć. Zatem do wieczora nieniepokojeni przez nikogo byczymy się nad jeziorem w pełnym słońcu. Kiedy jednak przychodzi wieczór, okazuje się, że owe plaże zmieniają się a małe klubo-dyskoteki. Każdy miejscowy czy to Ładą, czy Wołgą instaluje się autem na plaży, wyjmuje sprzęt grający, butelki z alko i rozkręca melanż… Cóż, my mówimy pas i uciekamy z plaży czym prędzej.

Sevan

nocleg w Sevan

Nocleg znajdujemy na szczycie, tuż za klasztorem. Namiot rozbity w wysokiej trawie, żadnych wścibskich oczu, żadnych niepotrzebnych pytań. Muzyka z dołu niemal niesłyszalna, tylko cisza i rozbijające się o skały fale jeziora… To lubię. Read the rest of this entry »

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 30 lipca 2013 w Armenia, Autostop, Podróż

 

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,

Ukraina wita


Wiecie jak najlepiej minąć granicę polsko-ukraińską? Na stopa. A wiecie z kim najlepiej się zabrać? Z ‘biznesmenem z zawodu’ czyli ukraińskim przygranicznym turystą…

Któtka piłka ze strony A. i już mam załatwioną podwózkę. Nie tylko do Rawy Ruskiej ale jak się okazało od razu do samego Lwowa. To się dopiero nazywa posiadać siatkę kontaktów i dar persfazji. Z ukraińską turystką wracającą z zakupów w Polsce turlam się starym audii w stronę Hrebennego.

w trasie

Ok. trzech godzin straconych na granicy przy wyjeździe z PL, ślimacze tempo odpraw, i jeszcze do tego podbicie papierów ze zwrotem podatku. Gehenna w pełnym słońcu. Kiedy wjeżdżamy na ukraińską stronę, wszystko wskazuje na to, że czeka nas drugie tyle czekania… Jak się jednak okazuje EURO ’12 nie wiele zmieniło w podejściu ukraińskich pograniczników do darowizn. Całą kolejkę omijamy lewą stroną, a celnikowi dajemy całe 10hrywien. Dzięki tej zawrotnej kwocie możemy oszczędzić jakieś dobre 2 godziny. Ten kieruje nas na cło, gdzie leci kolejnych 20hrywien. Celnik ogląda auto, podnosi koc z tylnego siedzenia, a tam proszek do prania i płyny do płukania tkanin. Z bagażnika aż się wszystko wysypuje… A ja siedząc na miejscu pasażera nawet pod nogami mam dwie duże torby proszku przykryte samochodowym chodniczkiem, przez co moje kolana znajdują się na wysokości uszu. –Szo, turisty? Pyta niby zdziwiony celnik, widząc mój plecak z namiotem i karimatą na tylnym siedzeniu. –A, no turisty. Wspomniane 20hrywien sprawia, że celnik na chwilę odwraca głowę w drugą stronę. Nam to wystarcza. Pogranicznik w minutę bije stampa w passport, karteczka ‘nic do oclenia’ znów wraca do nas i już nas nie ma na cle.

- Szo, turisty?

Ostatnia kontrola przy wyjeździe z granicy – jeszcze jeden celnik wychodzi po karteczkę i dostaje w niej zawinięte 20hrywien. Odbiera, ostentacyjnie przelicza nawet się zbytnio z tym nie kryjąc i kwituje wszystko jednym krótkim – Jechać. Wot i w 15 minut mijamy ukraińską stronę granicy i wjeżdżamy do Rawy Ruskiej. Siła argumentów była zdecydowanie po naszej stronie. Kiedy na spokojnie przeliczyłem sobie wszystko z hrywien na złotówki okazało się, że cała ‘ukraińska część’ granicy kosztowała nas jakieś 25złotych. Inny świat, bo ja najpewniej jadąc swoim autem przez tą granicę, jednak we wspomnianej kolejce bym stał 😉

Cóż, jeszcze kilka kilometrów wreszcie wyremontowaną i poprawioną ukraińską drogą z Rawy Ruskiej do Lwowa i jesteśmy na miejscu. Po drodze, kiedy zachwaliłem wreszcie oddaną drogę – pamiętając z jak mozolnym tempem omijało się wszystkie dziury i wyrwy w starej, dowiedziałem się, że budowali ją Turcy. Ze szczerą ciekawością pytam, dlaczego aż Turcy? W odpowiedzi widzę uśmiech na twarzy kierowcy i stwierdzenie, że nasi najpewniej wszystko by rozkradli. Cóż, może jestem już po stronie ukraińskiej, ale jednak podejście do takich spraw okazuje się nadwyraz podobne po obydwu stronach granicy.

We Lwowie łapię marszrute do centrum. Ze wszystkimi spotykanymi osobami rozmawiam po polsku, bądź ja mówie po polsku a w odpowiedzi słyszę język ukraiński. Dogaduję się jednak bez większych problemów. Nocleg znajduję w Hostelu SEVERYN LV, który z czystym sumieniem mogę polecić wszystkim, wybierającym się do Lwowa.

Hostel we Lwowie

Standard bardzo dobry i jest bardzo czysto. Wspólna kuchnia, czyste prysznice i toalety. W recepcji spotkałem Svietłanę, która studiowała na warszawskim AWF-ie. Śmiało można się więc porozumieć po polsku, ale również po angielsku czy rosyjsku. Koniec końców okazało się, że jestem dzisiaj jedynym gościem, więc cały hostel ‘mój’ 😉 A rozmawiając ze Svietłaną przy wieczornej herbacie o podróżach i przygodach, zastała nas późna noc. Do tego jeszcze zapomniałem o zmianie czasu, więc kolejną godzinę jestem w plecy. Ech. Nie wyśpie się…

 

Tagi: , , , , , , ,

 
%d blogerów lubi to: