RSS

Archiwum kategorii: Góry, pagórki, włóczęga

W obiektywie: Dzikowisko!


 

Dziczyzna

Dziczyzna (1)

Dziczyzna (2)

Dziczyzna (3)

Dziczyzna (4)

Dziczyzna (5)

Dziczyzna (6)

Dziczyzna (7)

Dziczyzna (8)

Dziczyzna (9)

Dziczyzna (10)

 

Dziczyzna (11)

Dziczyzna (12)

Dziczyzna (13)

Dziczyzna (14)

Reklamy
 

Tagi: , , ,

W obiektywie: Wiosenne Tatry


W ramach uzupełnienia poprzedniego wpisu.

wiosenne Tatry 2013

wiosenne Tatry 2013 (15)

wiosenne Tatry 2013 (1)

wiosenne Tatry 2013 (2)

wiosenne Tatry 2013 (3)

wiosenne Tatry 2013 (4)

wiosenne Tatry 2013 (5)

wiosenne Tatry 2013 (6)

wiosenne Tatry 2013 (7)

wiosenne Tatry 2013 (8)

wiosenne Tatry 2013 (9)

wiosenne Tatry 2013 (10)

wiosenne Tatry 2013 (12)

wiosenne Tatry 2013 (13)

wiosenne Tatry 2013 (14)

Zdjęcia w nowej, większej rozdziałce – to w ramach odpowiedzi na sugestie, które otrzymywałem 🙂

A jako ramach dodatek do dzisiejszego wpisu, kilka panoram:

wiosenne panoramy - Tatry 2013

wiosenne panoramy - Tatry 2013 (1)

wiosenne panoramy - Tatry 2013 (2)

wiosenne panoramy - Tatry 2013 (3)

wiosenne panoramy - Tatry 2013 (4)

wiosenne panoramy - Tatry 2013 (5)

wiosenne panoramy - Tatry 2013 (6)

 

Zdjęcia autorstwa Nuffki.
Miłego oglądania 😉

 

Tagi: , , , , , ,

Kwietniowe wędrowanie


Tym razem zapraszam na wiosenną podróż po Tatrach AD 2013 🙂

Ruszamy w piątek po pracy. Przebijając się przez makabryczne korki na warszawskich wyjazdówkach docieramy do Radomia. Tutaj ma miejsce pierwsza niezapowiedziana przygoda. Typ wbija się z rozmachem przez pobocze tuż przede mnie, no i mamy kolizję. Szablonowy przykład jak nie należy się spieszyć w piątkowe popołudnie do domu. 30 minut pisania oświadczenia, zmiana kierowcy i lecimy dalej. N. za fajerą, ja przez telefon zgłaszam szkodę, fura na chodzie więc uśmiechy od ucha do ucha. „Co się źle zaczyna…”

Do Zakopanego docieramy ok 22. Początkowy plan zakładał nocleg w schronisku ale zdecydowaliśmy się spać pod Nosalem. Ok 5 pobudka, przepakowanie gratów i ok 5.30 ruszamy przez Kuźnice, znaną dobrze drogą na Kondratową. Pod schroniskiem jesteśmy przed 7 rano. Gorąca herbata z termosu i śniadanie stawiają na nogi. A o to było ciężko, przez bolące nogi i szalejące zakwasy. A wszystko to, bo w tygodniu biegać się człowiekowi zachciało… No nic, śniadanie zaliczone, ok 8.30 rzucamy zapytanie o jakieś wolne łóżka. Generalnie nie ma, ale… no cóż nie zdążyliśmy dojeść śniadania i okazało się, że są. Ktoś właśnie zadzwonił, zrezygnował z rezerwacji bo w pogodzie zapowiadali ogrom deszczu w Tatrach. Dobra nasza, mamy nocleg przyklepany i to jeszcze przed końcem śniadania. Grunt, to mieć w życiu fart.

O 9 wracamy na szlak. Początkowo celem była przełęcz Kondracka, ale zdecydowaliśmy się na podejście żlebem prosto na giewont. Podejście niełatwe, ale idzie całkiem sprawnie.

20.IV (1)

20.IV (2)

20.IV (3)

Lekko zaskoczeni świetną pogodą rozbieramy się do koszulek, a mimo to nie mało potu kosztowało nas to podejście. Lądujemy… na przełęczy pod Giewontem. Za wysoko troszeczkę, wkradły się jakieś małe błędy w obliczeniach. Oczywiście za chwilę ma miejsce mała korekta i już jesteśmy na Kondrackiej.

20.IV (4)

20.IV (5)

Mała przerwa na kilka zdjęć dla N. Nowa fotograficzna zabawka wciąż budzi emocje. Kilka pojedynczych zdjęć, jakieś 2-3 panoramy (pogoda sprzyja) i już możemy turlać się dalej. Cel? Oczywiście Kopa, której wciąż nie dane mi było zdobyć zimą.

20.IV (6)

20.IV (7)

20.IV (8)

Podejście do lekkich miało nie należeć, ale po rozchodzeniu zakwasów i przyzwyczajeniu mięśni do wysiłku bez problemu wtaczamy się na szczyt. Szczyt, z którego jaki się miało okazać, rozciąga się przepiękny widok zarówno na polską jak i na słowacką stronę Tatr. A pogodynka jeszcze wczoraj krzyczała o deszczach. Aż czuje, jak w kieszeni ciąży nieużywana peleryna. Człowiek za bardzo wierzy tym nieszczęsnym pogodynkom.

20.IV (9)

20.IV (10)

Jest południe. Siedzimy sobie rozmaślankowani na Kopie. Piękny widok, słońce, brak wiatru. Wszystko to sprawia, że nie chce się człowiekowi ruszać dalej. Generalny plan miał polegać na przejściu na Kasprowy. Podchodziliśmy do niego z dystansem, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na jego realizację. Kilka minut po zejściu z Kopy całą Kondratową i Goryczkową spowiła mgła. Po małej konsternacji decydujemy się iść dalej we mgle, która to co i rusz podnosi się, to znów opada.

20.IV (11)

20.IV (12)

Najładniej linię graniczną naszych Tatr obrazuje poniższe zdjęcie. Polska strona cała przykryta gęstwiną chmur.

20.IV (13)

20.IV (14)

Szlak dał nam się trochę w kość. Niektóre przejścia z uwagi na nawisy trzeba jednak omijać. Do tego to słońce przebijające się przez mgłę. A może to już chmury? Tak, to raczej chmury, wszak przyszły do nas od słowackiej strony, a tam na dolinę są przecież wspaniałe widoki. Tylko, kucze coś to słonko przymocno grzeje…

20.IV (15)

20.IV (16)

20.IV

Na Kasprowy docieramy padnięci. Na szczęście wśród wszechobecnych narciarzy możemy wmieszać się w tłum. No może nieco wyróżniają nas opalone, czerwone twarze, ale chyba nikt zbytnio nie zwraca na to uwagi. Dobry placek na szczycie Kasprowego Wierchu –  kiedyś się śmiałem z tej pizzerii, teraz uważam, że pomysł otwarcia tam knajpki wcale nie był taki chybiony 🙂
Ale, ale… Nie ma się co zbytnio lenić, wszak czeka nas szlak do Kuźnic, czyli jakieś trzy godziny zejścia bardzo awaryjnym szlakiem. Dajemy jednak radę i ponownie wracamy do schroniska w Dolinie Kondratowej. Słowem, to padamy. Dobre grzane piwo w ramach nagrody za całodzienne trudy i… spaać. Nawet gitara na dole (a z czasem za ścianą) jakoś nie zachęca do siedzenia z towarzystwem. Odpadamy obaj.

W niedzielę wstajemy około 8. N. sapie, że chrapałem, też coś! Śniadanie i dobra herbata na początek dnia. Niestety sobotnie słoneczko wyrządziło pewne szkody i na szlak wychodzimy z poparzeniami twarzy i rąk. Cóż, na przeciw wszystkim bladym twarzom (w sobotę cała dolina była przykryta chmurami) nakładamy na siebie solidne porcje kremu i w drogę. Cel? Podobnie jak w dniu wczorajszym przełęcz Kondracka. Zaraz po niej druga, pod Giewontem.

21.IV (1)

21.IV (2)

Dalej śladami czerwonego kierujemy się na Dolinę Strążyską przez Przełęcz w Grzybowcu. Słońce przez drugi dzień niemiłosiernie pali (dziś bezchmurne niebo) i nawet z pokaźną ilością kremu na twarzach i rękach, ulegamy dalszym poparzeniom. I jak tutaj wierzyć w te zapowiadane opady? 🙂

21.IV (3)

21.IV (4) Dolina Małej Łąki

Szlak na szczęście odkrytymi grzbietami wiedzie jedynie na początku. Później schodzimy w zalesione górskie grzbiety, gdzie znajdujemy cień i chłód. Dobrze na chwilę odpocząć od palącego słońca…

21.IV (5)

21.IV (6)

21.IV (7)

Schodząc z wciąż zaśnieżonych szczytów spotykamy wiosnę. Jakąś taką nieśmiałą jakby wiedziała, że przyszła sporo za późno. Strumienie dopiero budzące się po zimie niemrawo podmywają lodowe bloki. Mam wrażenie, że to nie druga połowa kwietnia, a marzec. I tylko wychodząc przez ostatni mostek na dolinę Strążyńską, patrząc w górę i widząc w oddali krzyż na Giewoncie… wiem, że to tylko wrażenie. Promienie słoneczne są równie ciepłe jak na szczytach, a roślinność w dolinie bujnie obwieszcza wszystkim wokół. Już dawno przyszła wiosna 😉

21.IV

Ps. Niech żałują, którzy się nie zdecydowali na ten wypad!

 
 

Tagi: , , , , , , , , , , ,

Historia pewnego zdjęcia.


Dzisiaj będzie bardzo krótko. Wpis będzie dotyczył jednego, niewinnego zdawać by się mogło, zdjęcia. Wpatrywałem się w nie przez cały weekend i muszę powiedzieć… złamało mnie.

 

Tatry w lipcu 2012

 

Ten kto ma zrozumieć, ten zrozumie. Jeśli jest inaczej, to moje tłumaczenia nic tutaj nie zmienią.
A plecak się grzeje w kącie…

 
 

Tagi: , , ,

Wiosenne Góry Świętokrzyskie


W pierwszy weekend wiosny przypada mały wypad w Góry Świętokrzyskie. Mały, ale jak ma się okazać, całkiem udany. Wyruszamy zatem wraz z B ciemną nocą na południe Polski…

 

nocna temperatura

 

Temperatura nieco nas przeraża, ale uznajemy, że nie jest najgorzej. Najzimniejszą część dnia jakim jest wschód słońca spędzimy w aucie, więc nie powinno być większych problemów. Później będzie już tylko cieplej, a jeżeli nie… no to pozostanie nam liczyć na słońce, które rzuci nieco ciepłych promieni. Wszak pogoda zapowiada się wyborna – zero zachmurzenia i bez wiatru…
Traf chciał, że wschód słońca zastaje nas w Iłży. Akurat w najzimniejszą część dnia, o której przed chwileczką pisałem, decydujemy się wejść na tamtejszą basztę.

 

Wschód słońca w Iłży

Wschód słońca w Iłży 2

Baszta w iłży oświetlana pierwszymi promieniami sobotniego słońca

 

Może jakoś strasznie nie marzniemy, ale jest faktycznie zimno. Z miejsca czapki i rękawiczki idą w ruch zaraz po wyjściu z samochodu. Powrót z tego 15 minutowego spaceru kończymy zbiegając na parking i szybko odkręcając ogrzewanie. No szykuje się ciekawy dzień…

Jeszcze po trasie krótki postój w Opatowie. Również mały spacer przez bramę Warszawską na rynek i pod ratusz, ale temperatura jakoś nie zachęca do zbyt długiego pozostania w jednym miejscu.

 

Opatów Ratusz Miejski

 

Pobyt udokumentowany zdjęciami, znów zmarznięci jedziemy dalej do celu naszej dzisiejszej samochodowej podróży.
Kiedy docieramy na początek szlaku, do miejscowości Gołoszyce, termometr w skodzianie wskazuje -14 stopni. Wyobraźcie sobie proszę, jak ciężko po nocy za fajerą w ciepłym aucie wyjść na taki ziąb.

 

Gołoszyce, start imprezy

 

Kiedy przebieramy się w szczerym polu i szykujemy do wyjścia na szlak, różne często trafne spostrzeżenia przychodzą człowiekowi do głowy. Na ten przykład pytanie: „co ja tutaj właściwie robię w sobotę o godzinie 7 rano przy temperaturze sięgającej -15 stopni i wietrze, którego podobno miało nie być?”, albo kolejne: „powinienem w tej chwili, przy sobocie, przekręcać się na drugi bok”.
No, ale pamiętając, że nie można marudzić (bo jest zakaz) ruszamy szlakiem w stronę Św. Katarzyny. Na otwartej przestrzeni jest wietrznie, jest zimno, szlak jest nie przetarty i nic nie wskazuje na to, aby ktokolwiek przez ostatni tydzień się tędy poruszał…

Zaraz po wejściu na szlak trafiamy na cmentarz z okresu pierwszej wojny światowej. Swoje lata oczywiście ma, a o tym kto został na nim pochowany przypomina marmurowa tablica. Natura śniegiem uzupełniła kadry, otulając nieco samotne drewniane krzyże.

 

cmentarz żołnierzy z czasów pierwszej wojny światowej - Gołoszyce

cmentarz żołnierzy z czasów pierwszej wojny światowej - Gołoszyce

 

Wzdłuż linii lasu, skrajem zimowego pola posuwamy się naprzód. Wiatr przypomina o niskiej temperaturze. Rzęsy zamarzają i bardzo chętnie schronilibyśmy się gdzieś głębiej w tymże lesie… Po chwili jak na życzenie szlak skręca i już nie czujemy aż tak przejmującego wiatru. Człapiemy słabo oznakowanym czerwonym przed siebie. Może ze dwa razy natrafiliśmy na ślady jakiegoś leśniczego i to wszystko. Generalnie, nie spotkaliśmy żywego ducha.

 

Rezerwat przyrody Małe Gołoborze

B na szlaku

 

U podejścia na Szczytniak natrafiamy na zawalony maszt z biało czerwoną flagą. Maszt ów wykonany został dosyć prowizorycznie i niestety złamany został przez jeden z silniejszych podmuchów wiatru. Szast prast, ogarnięcie tematu i już maszcik stoi jak nowy. Wbity w ziemie, zaczepiony o pobliskie gałęzie. Zadowoleni z siebie stwierdziliśmy, że zrobiliśmy na tyle dobrego, aby uczcić to krótką przerwą na drugie śniadanie…

 

Szczytniak - złamany maszt z flagą

Szczytniak - złamany maszt z flagą 2

Szczytniak -  maszt z flagą

 

Kawa z termosu zamarza rozlana na pelerynie. Ser topiony twardy jak kamień. Nie posiedzimy tutaj zbyt długo. Ruszając dalej przegapiamy oznaczenie szlaku i robimy… koło. W zasadzie to kwadrat, ponieważ posuwamy się szlakiem w przeciwną stronę i wracamy przez szczyt do… masztu, który naprawialiśmy 😀

 

Szczytniak - szczyt

Szczytniak - szczyt 2

 

Dalej ze Szczytniaka kierujemy się na Jeleniowską górę, cały czas poruszając się zasypanym szlakiem prowadzącym przez las. Drugi szczyt na naszym dzisiejszym rozkładzie zdobywamy z małymi przerwami przy podejściu. Nieoznakowany szczyt mijamy jak gdyby nigdy nic, i dopiero przy bardziej pochyłym zejściu orientujemy się… że to już. Pora na kolejną przerwę i zaspokojenie pragnienia.

 

odrobinę lodu?

przerwa

 

Jesteśmy na połowie dystansu. Kiedy dochodzimy do wojewódzkiej szosy stawiamy sobie pytanie, czy idziemy cały założony na dzisiaj odcinek – 40km i lądujemy w Św. Krzyżu o 18-19, czy odpuszczamy po 20km i idziemy dalej na Nową Słupie? Ostatecznie wybieramy drugą opcję i po kolejnych 5km lądujemy u celu.

 

zawiany, zasypany szlak

na szlaku

na szlaku 2

na szlaku 3

 

W Nowej Słupi poznajemy Karolinę i Grześka. Chyba nieco inaczej sobie nas wyobrażali, bo przez tłumy na chodnikach Słupi ledwie się rozpoznaliśmy. Razem uderzamy na Św. Krzyż, który to jest drugim co do wysokości szczytem świętokrzyskich. Zostaje jeszcze Łysica, ale to już nie na dzisiaj. Dzisiaj, po 30 kilometrach nieprzetartych szlaków, padamy.

 

Św. Krzyż

Św. Krzyż 2

 

Na szczęście po zejściu do Nowej Słupi Karolina z Grzegorzem podrzucają nas do naszego auta (wcale się nie bałem jechać z kobietą, nawet na wstecznym na rondzie 😉 ) i dalej na 2 samochody jedziemy do… Sandomierza. Miały być Kielce, wyszedł Sandomierz, o takie to planowanie wyszło… Dobry placek na kolację, zimny grzaniec poprawiony ciepłym i pora zatopić się w objęciach Morfeusza.

Nowy dzień przynosi nowe atrakcje. Zwiedzanie Sandomierza w palmową niedzielę serwuje nam Grzesiek. Przez opatowską bramę, tereny zalewowe, tereny Ojca Mateusza za którego konfidencką naturę niektórzy przepraszają, aż po igielne ucho i fragmenty sandomierskich murów.

 

Widok z Bramy Opatowskiej

opatowska brama

sandomierskie palmy

igielne ucho

sandomierskie wąwozy

sandomierskie wąwozy 2

 

Na koniec czeka nas obiad, dobra kawa i pyszne ciasto. Bardzo dziękujemy Karolinie i Grześkowi za miły weekend. Mam nadzieję, że również trochę odpoczęliście od Kielc?

 

 

Tagi: , , , , , , , , , ,

obiecany przy niedzieli Beskid


Pobudka i leniwe śniadanie. Nie chce się wychodzić na szlak. Z dala od problemów, z dala od wszechogarniającego pędu człowiek chciałby wieść leniwe życie. Kłaść się spać, kiedy robi się ciemno, wstawać razem z pierwszymi promieniami słońca… Spijać na śniadanie świeżo parzoną, pyszną kawę, kiedy przez okno padają na stół pierwsze promienie nowego dnia…

Jednak przychodzi moment, kiedy trzeba się zebrać i ruszyć przed siebie. Wszak nie można przesiedzieć całego dnia przy stole, kiedy przyjechało się w góry. Zatem bez mapy, z naszkicowanym w naszych głowach planem, ruszamy przed siebie.

chatka w której przyszło nam spędzić noc

zimowy Beskid

zimowy Beskid Read the rest of this entry »

 

Tagi: , , , , , ,

Beskidzkie wędrowanie…


Miało być na wesoło. Spóźniony opis weekendowego wyjazdu w Beskid… W jednej chwili wszystko to się zmieniło i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki cały czar prysł, jak bańka mydlana.
Różne rzeczy dzieją się dookoła nas, na które najczęściej nie mamy żadnego wpływu. Po niewczasie przychodzi zastanowienie, dłuższa konsternacja, czy zaduma. A jednak może miałem na coś wpływ…?Któż to wie…

Nie mam ochoty nawet zbyt wiele pisać. Z czysto kronikarskiego obowiązku wrzucam kilka spóźnionych zdjęć zamglonego, zimowego Beskidu.

 

Beskidzki trakt

Przebudzenie wiosny ?

we wtorek w schronisku, po sezonie ;-)

ŻAR!

na samym szczycie...

tak, wtorek w schronisku, zdecydowanie po sezonie :-)

Beskidzkie leśne ostępy

i nawet znalazło się coś na początek sezonu

uff... przerwa!

i małym beskidzkim w dół...

ooOJ, zima pełną gębą

Mglista wizja nadchodzącej wiosny

a to coś, czego się nie spodziewaliśmy spotkać na szlaku

i nawett SPA było! :-P

mgliste beskidzkie popołudnie

I szczyt Potrójnej w pełnej krasie

i którędy tu teraz..?

 

spokojnie, wszystko pod jak najlepszą kontrolą

 

 

Przed ostatnim zdjęciem tylko na chwilę przystanę. Żeby oczyścić trochę myśli i uporządkować ich bieg. Każdy żyje swoim życiem, przeżywa je na swój sposób. Jedni godzą się z losem, inni wychodzą życiowym przeciwnościom na przeciw. Jeszcze inni wybierają ukrytą opcję numer trzy, o której poprzednie dwie grupy zazwyczaj nie chcą słyszeć. C. wiem, że jesteś teraz gdzieś w lepszym świecie, i śmiejesz się z nas maluczkich, którzy zostali na tym łez padole. Nie rozumiem i nie staram się zrozumieć Twojej decyzji – nie ja od tego jestem, żeby starać się rozumieć takie rzeczy…
Jednego tylko jestem w tej chwili pewien. Zbyt wcześnie nas zostawiłeś, opuszczając to przedstawienie. Przecież ledwo dobiegał końca drugi jego akt…

 

mądrości ludowe

 

 

Tagi: , , ,

Tatry Zachodnie. Wołowiec, Rakoń, Grześ – zdjęcia


Wołowiec 2064 m n.p.m.
Rakoń 1879 m n.p.m.
Grześ 1653 m n.p.m.

Obiecane dwa dni temu zdjęcia od K. z wypadu w Tatry Zachodnie.
Miłego oglądania 😉

Read the rest of this entry »

 

Tagi: , , , , , , ,

Tatry w lutym


Wyjazd, którego właściwie miało nie być. Spontaniczny, zorganizowany naprędce, z trasą ustaloną dopiero gdzieś w Kieleckiem.. Duże odwilże, które przez ostatnie dwa dni usuwały nam tony zalegającego śniegu z chodników i poboczy, mają decydujący wpływ na nasze plany. Tatry Zachodnie, spokojnie i bez szaleństw. Trasa podobna do tej, jaką obrałem dwa tygodnie temu. Jednakże poza przebytym odcinkiem (właściwie to odległością na mapie) nic nie przypominało podejścia, na które zdecydowałem się dwa tygodnie wcześniej…

Read the rest of this entry »

 

Tagi: , , , , , , , ,

styczniowe Tatry


Na szybciutko opis wypadu i kilkadziesiąt zdjątek. Kto nie był, niech żałuje 😉

Sobotnie przedpołudnie to podejście od strony Doliny Chochołowskiej. Pogoda nie nastrajała, ale jak się miało okazać z czasem bardzo ładnie się przetarło i świeciło piękne słońce.

Chochołowska

Chochołowska 2 Read the rest of this entry »

 
 

Tagi: , , , , , , , ,

 
%d blogerów lubi to: