RSS

Archiwum kategorii: Zjednoczone Emiraty Arabskie

Dubaj


W środku nocy melduję się na środku pustyni, gdzie jeszcze przed czterdziestu laty nie było właściwie nic. Dzisiaj… cóż, dzisiaj spędzam 1.40h w kolejce do odprawy paszportowej, a tuż za nią, wita mnie dwu i pół milionowy Dubaj.

Emirat na środku pustyni. Wybudowany dzięki wizji i pieniądzom szejka przez emigrantów. To oni są tutaj motorem napędowym i to ich można spotkać na każdym kroku. Już od samego lotniska poczynając…

Metro śmiga od 6.00 zatem jeszcze trochę czasu na lotnisku przychodzi mi spędzić. Wykorzystuje ów czas na małe przepakowania, na zlikwidowanie bagażu podręcznego i wrzucenie wszystkiego w mandżur. Wybija 6.00, startuje metro. Bilet z lotniska do mariny 10.50 (kurs z pln w zasadzie 1:1) Dzień roboczy, metro momentalnie zapycha się ludźmi. Sami emigranci. Sami mężczyźni. W 2,5mln Dubaju, jest ok 70%mężczyzn zatem przytłaczająca większość… Podobnie jak w Persji wagony metra dzielone są na część męską i żeńską, przy czym w przeciwieństwie do Iranu nie ma tutaj żadnych barierek, wszystko załatwia cienka różowa linia na podłodze.. Druga ważna sprawa – tylko arabskie kobiety podróżują w części damskiej. Emigrantki jadą wraz z mężczyznami, a więc pierwszą rzeczą jaka przychodzi mi na myśl, ze jest to takie ‚Nur für Arab’. Zniesmaczony odliczam stacje…

Na mojej, w okolicach Dubaj Marina wysiada może z 10 osób. Kieruję się zgodnie z wytycznymi i po jakichś 10min marszu docieram na umówione miejsce spotkania. Nie zdążyłem nawet poszukać jakiejś sieci, a trochę przypadkiem, trafiam na Monikę. No i tutaj zaczyna się moja przygoda… 😉

Trafiam pod dach do Moniki i Petera. Łoże, jakie chciałbym mieć i w domu, widok z 69 piętra, który zapiera dech w piersiach. Zgiełk, hałas, upał… wszystko zamknięte za szczelnymi oknami…

 

20150304_161254
20150304_161306
20150304_161319
20150304_161328

Godzina 6.45 a ja odczuwam zadowolenie, że w tym chłodnym mieszkanku znalazłem swoją małą przystań. Oczywiście prezenty idą na pierwszy plan. Ekspresowa jajecznica zaserwowana przez Petera z rana i… Monika ucieka do pracy a ja instaluje się w wielkim łożu i odsypiam swoją włóczęgę 😉

Obudziłem się o godzinie 14 i przez moment, przerażony lekko tym co widzę za oknem, nie wiedziałem co się dzieje… No tak, Dubaj, jak malowany.
Szybki obiad na sucho, z plecakowych zapasów i trzeba ruszać poznać chociaż kawałek tej perełki wybudowanej na środku pustyni. Peter poleca spacer wokół Mariny. Brzmi świetnie, zatem ruszam przed siebie 😉

20150304_170015
20150304_172906
20150304_175012

Całej nie udaje się obejść. Jestem zbyt zmęczony. A może to jej rozmiary mnie trochę przerażają? W każdym razie bardzo powoli kieruję się w stronę mieszkania, tyle tylko, że już za chwilę będę świadkiem pierwszego mojego zachodu słońca w ZEA. No po prostu muszę uwiecznić to na fotografii. Tym bardziej, że plażę i wody zatoki mam na wyciągnięcie ręki… Skręcam w pierwszą uliczkę w lewo, mijam znak ‚Yacht port’, więc wiem, że jestem na dobrej drodze, ale po skręcie w lewo moim oczom ukazuje się taka oto bramka:
20150304_181042
I tak trafiam na targi jachtów organizowane akurat w te dni, w Dubaju. No cóż, ostatecznie mogę obejrzeć masę wypasionych jachtów, na które mnie nie stać, byle dali cyknąć ze dwa zdjęcia tego zachodu, dla których się tutaj znalazłem.

I tutaj pojawia się chwilowy problem. Jegomość parkingowy, bardzo łamaną angielszczyzną, informuje mnie, że dalej nie można przejść. Że impreza zamknięta itp. Już miałem, jak przystało na typowego polaka, powiedzieć, że tylko na chwilkę chciałem przejść, cyknąć zdjęcie dla którego się tutaj znalazłem, i zaraz mnie nie ma. No ale nie zdążyłem. Podchodzi do mnie jakiś… hmm Filipińczyk? I z miejsca wypal pytaniem:
– Mr. James Jakiśtam?
Na co pada moja jakże wyszukana odpowiedź:
– Hell Yeah!

I tak… otrzymuje plakietkę z nazwiskiem i dostaje się po raz pierwszy i jedyny na teren targów w Dubaju. Oczywiście pierwszą rzeczą jaką robię, jest ta nieszczęsna fotografia, po którą tutaj przybyłem:

20150304_181247

20150304_181735
Mnóstwo białych i azjatyckich biznesmenów w luźnych koszulach. Arabowie, jak to Arabowie wszyscy na ubrani na swoją modłę w nieodłącznych kefijach. No i ja w środku tego wszystkiego, mr. James Jakiśtam, w znoszonych bojówkach i granatowej koszulce z krótkim rękawem.
A mówiłem co poniektórym, że jest to strój oficjalny 😉

Bardzo szybko jednak zostaję sprowadzony na ziemię. Podbija do mnie gość, i rozpoznaje mnie po nazwisku na plakietce. Grzecznie się przedstawił, i wypala, że nigdy się nie spotkaliśmy, ale to on jest osobą, z którą wymieniałem korespondencję w sprawie jachtu… Eeee zatem u mnie uśmiech nr. 5 i angielskie wyjście z imprezy 😀 Przepraszam, tłumacząc się koniecznością wyjścia do toalety, po czym opuszczam teren targów pozbywając się tej nieszczęsnej plakietki…

Pierwszy dzień mojego pobytu ma się ku końcowi… Jeszcze tylko przywitać się z wodami zatoki i spać 🙂

20150304_181403
A Wy, co szalonego zrobiliście ostatnimi czasy?

T.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 6 marca 2015 w Dubaj, Zjednoczone Emiraty Arabskie

 

Tagi: , , ,

 
%d blogerów lubi to: